lifestyle

Opublikowano poniedziałek, 23-12-2013

Chemia podniebienia

W ciągu roku zjadamy dwa kilogramy proszku chemicznego. Zaskoczenie? W żywności zawarte są barwniki i konserwanty. Nawet nie wiemy, że je jemy. Tymczasem osłabiają one nasz organizm, są przyczyną alergii, nadpobudliwości, mogą się przyczyniać do powstawania nowotworów.

Dwutygodniowy pomidor wciąż świeży? Pomarańcza po miesiącu nadal jędrna? Zakupy są dzisiaj dużym wyzwaniem. Osiedlowy warzywniak to za mało, by mieć pewność, że kupujemy zdrowe jedzenie. Studiowanie tabel dodatków, składników chemicznych – to wyzwanie dla specjalisty. Problem z warzywami jest poważny, bo trudno sprawdzić ich skład. Nie dowiemy się, jak były przechowywane, na czym je hodowano i czy są bezpieczne. Najlepiej więc kupować te sezonowe. Do ich magazynowania zużyto na pewno mniej chemii.

E jest wszędzie
Samopoczucie, wygląd, efektywność pracy – za to wszystko odpowiada dieta.
Z powodu złego odżywiania słabnie odporność naszego organizmu, zapadamy na alergie, tyjemy, chorujemy na raka. Chcąc uniknąć tych przykrych konsekwencji, powinniśmy zwrócić uwagę na to, co jemy. Sztuczne dodatki znajdują się nawet w żywności dla dzieci: jogurtach, napojach, słodyczach. W serkach owocowych nie ma śladu owoców. Są tam za to sztuczne wsady wzbogacone o barwniki i aromaty imitujące konkretne owoce. Nawet pozornie zdrowa żywność, jak np. bakalie, zawiera konserwant E220, czyli dwutlenek siarki.
Na szczęście nie wszystkie E są niebezpieczne dla zdrowia. Nie ma co demonizować. Pojedynczo taka substancja nie działa na nas szkodliwie, jednak w połączeniu z inną tworzy związek, który może być trujący lub toksyczny dla wątroby, nerek i mózgu.
Większość związków chemicznych używanych przez producentów nie została przetestowana pod kątem długoterminowego wpływu na nasze zdrowie.
Ale jak powiedział Paracelsus: „Wszystko jest trucizną i nic nią nie jest, bo to dawka czyni truciznę”. Na szczęście na rynku pojawia się coraz więcej firm oferujących żywność i kosmetyki bez szkodliwych dodatków. Mamy więc wybór.

Co się kryje za literą E i trzema cyframi?
– barwniki – od E100 do E180,
– konserwanty – od E200 do E283,
– przeciwutleniacze – od E300 do E341,
– substancje stabilizujące – od E400 do E495,
– substancje zapachowe, zapobiegające zlepianiu się, spienianiu, rozwarstwianiu – od E500 do E1500.
Podejrzane o działania rakotwórcze są: E104 (żółcień chinolinowa), E110 (żółcień pomarańczowa), E123 (amarant), E132 (indygotyn), E210 (kwas benzoesowy), E249 (azotyn III potasu), E951 (aspartam), E954 (sacharyna).
Sztuczne dodatki zawarte w żywności nie są objęte jednolitym prawem. Nie wszystkie E dopuszczone w krajach Unii Europejskiej znajdują się na liście dodatków zarejestrowanych w naszym kraju. I odwrotnie, niektóre stosowane w Polsce są zabronione w innych państwach europejskich.

Jak kiedyś konserwowano żywność?
Dziś brzmi to niewiarygodnie, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu w większości domów były wędzarnie. W aromatycznym dymie z jałowca wędzono kiełbasy, szynki, boczek. Podwieszone pod sufitem strychu lub w spiżarni mogły czekać nawet kilka miesięcy. Beczki z kapustą czy kiszonymi ogórkami trzymane były w stawach przez całą zimę.
Te sposoby konserwacji, choć archaiczne, były zdecydowanie zdrowsze niż stosowane obecnie.
Czego przykładem jest tajemnica pięknego wyglądu mojego pomidora…? Prawdopodobnie rósł na plantacji, gdzie podłożem była wełna mineralna, do tego dostał porcję sterydów przyspieszających nabieranie wody i garść antybiotyków chroniących go przed chorobami. Po szybkim śledztwie przeprowadzonym w jego sprawie zrezygnowałam z degustacji. Mój organizm nic by na tym nie zyskał – ilość witamin w takim zimowym warzywie jest znikoma. Zafundowałabym sobie co najwyżej sporą porcję chemii plus wysypkę.

Anna Twardowska




Back to Top ↑