Aktualności zdjęcie

Opublikowano wtorek, 01-12-2015

Obudź w sobie endorfiny, czyli ile szczęścia może dać bieganie.

Jak się czuję, kiedy biegam? Ile szczęścia daje mi ten sport? Co sprawia, że od kilku lat regularnie wychodzę na treningi? Ile pozytywnej energii, uśmiechu, luzu wprowadziły do mojego życia? Mam pisać o tym wszystkim w piątym miesiącu ciąży, kiedy biegam niewiele i bardzo rekreacyjnie? Kiedy czuję, że dopadają mnie wszystkie skutki uboczne „niebiegania”: rozdrażnienie, przygnębienie i inne potwory? Tak, bo teraz rozumiem najlepiej, jak wiele daje mi ten sport. Teraz, kiedy nie mogę się nim cieszyć na sto procent. Niestety, zostaliśmy skonstruowani przez matkę naturę w taki sposób, że nie doceniamy pewnych spraw, dopóki ich nie utracimy.

Uśmiechnij się, czas na trening!

Ludzie kojarzą mnie z przyklejonym do twarzy uśmiechem. Nie mam go zawsze. Kiedy jestem skupiona, zadumana, zapracowana wyglądam wręcz nieprzyjaźnie, jakbym miała napisane na czole „Idź sobie, nie mam czasu”. Dopóki nie uprawiałam żadnego sportu, taką minę miałam na twarzy najczęściej. Mówili na mnie „Pani Zima” albo „Burza gradowa”. Poważna, skupiona, wyniosła – takie sprawiałam wrażenie. „Uśmiechnij się!” – przypominali mi na każdym kroku. Skutek raczej odwrotny od zamierzonego. Ale pewnego dnia uśmiech sam wskoczył na moją twarz. Najpierw zaczęłam pływać, potem zapisałam się do klubu fitness i zaczęłam chodzić na zajęcia, w pewnym momencie zakochałam się w treningu siłowym, a na koniec w bieganiu. Im więcej tego sportu uprawiałam, tym częściej się uśmiechałam. Dlaczego? Powodów jest mnóstwo! Kiedy uprawiasz sport, masz chwilę dla siebie. Możesz pobyć sam na sam ze swoimi myślami albo uciec od codzienności, odstresować się. Poznajesz lepiej swoje ciało, widzisz jak z tygodnia na tydzień się zmienia. Staje się coraz bardziej jędrne, smukłe, zwinne, a to napawa Cię radością! Z dnia na dzień nabierasz pewności siebie, a oprócz tego, że lepiej wyglądasz, to przede wszystkim lepiej się czujesz. Na bieżąco śledzisz postępy: widzisz, że możesz zrobić więcej powtórzeń, a to, co do tej pory sprawiało Ci trudność, raptem staje się proste jak drut. Poznajesz ludzi, zaczynasz próbować nowych rzeczy, zmieniasz swój sposób żywienia.

„Chcę,” nie „muszę”

„Co robisz, żeby się zmotywować do regularnych treningów?” – to jedno z pytań, które słyszę najczęściej. Moja odpowiedź Cię nie uszczęśliwi: nie zastanawiam się nad tym, trening jest dla mnie tak samo oczywisty jak to, że zjem śniadanie, umyję zęby, czy wstanę wraz z porannym budzikiem, by popracować. Ale nie zawsze tak było, do tego stanu trzeba dojść i Ty też możesz. Jak? Po pierwsze: poszukaj sportu, którego uprawianie sprawia Ci autentyczną przyjemność, wtedy na trening nie będziesz patrzeć w kategoriach „muszę iść pobiegać” tylko „chcę wyjść pobiegać”. Po drugie: myśl o pozytywnych aspektach. Z każdym sportem wiążą się zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne kwestie. Zamiast skupiać się na tym, że będzie ciężko, że się spocisz, zmęczysz, pomyśl o tym, jak świetnie będziesz się czuć po treningu, jak zmieni się twoje ciało, jak fajnie będzie przebiec kiedyś maraton. Po trzecie: wyznacz sobie cel. I niech to nie będzie: „chcę schudnąć do wakacji”, bo odchudzanie kojarzy się negatywnie, znowu wywołujesz reakcję: „muszę iść na trening”. Niech utrata kilku kilogramów będzie dodatkowym powodem do radości, a celem np. lepsze zdrowie, sposób na relaks, czas dla siebie, start w zawodach.

Zacznij powoli

Słowa „powoli” użyłam nie bez powodu. Mamy tendencje do tego, by rzucać się od razu na głęboką wodę. Chcemy wszystko i najlepiej od razu: zwiększać dystans, biegać coraz szybciej, a przy tym wszystkim pięknie chudnąć albo rzeźbić swoje ciało. Spokojnie! Żeby chciało nam się trenować latami, trzeba zacząć powoli. Mam tutaj na myśli zarówno tempo, dystans jak i częstotliwość treningów. Jeśli zaczniesz od spokojnych marszo-biegów i będziesz na nie wychodzić na początku co drugi dzień, dasz swojemu ciału czas na regenerację, a stawom pozwolisz się przygotować do nowego rodzaju obciążenia. Pamiętam, że kiedy ja zaczynałam swoją przygodę z bieganiem, przeplatałam treningi na przemian z siłowymi. Nie trzymałam się żadnego planu, tylko biegałam na intuicję. Znalazłam tempo, które pozwalało mi na to, by czerpać z biegu przyjemność, swobodnie oddychać, ale też trochę się zmęczyć. Mknęłam przed siebie i czułam jak z dnia na dzień mam coraz więcej energii i chęci do działania. Z Tobą będzie podobnie! Warto spróbować, naprawdę, bo bieganie to piękny sport, który wywrócił moje życie do góry nogami.

Trzymam kciuki!

Autor: Anna Szczypczyńska, autorka bloga www.pannaannabiega.pl
Zdjęcie: Piotr Dymus

Tags: , , , ,




Back to Top ↑



 best foot spa